Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
1726 postów 1449 komentarzy

MacGregor

MacGregor - J-23 na angielskiej prowincji

Miszalski: W stronę demokracji, jakiej świat nie widział.

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Pozycja „okraczna” jest wygodna dla krajów silnych, dla słabych – szalenie niebezpieczna.

Tuż przed ogłoszeniem ciszy wyborczej w Polsce – Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu wydał „orzeczenie wstępne”, wzywające Polskę do wycofania się z dotychczasowej reformy Sądu Najwyższego. Nie tylko termin ogłoszenia tego „orzeczenia wstępnego” zdradza czysto polityczny charakter poprzebieranego w togi sędziowskie Trybunału: przede wszystkim sama instytucja „orzeczenia wstępnego”, które zapada „przed rozpoznaniem przez Trybunał argumentów obu stron, przed wysłuchaniem stron i przed rozprawą” pokazuje, że ten Trybunał to polityczna agenda czeredy unijnych komisarzy na krótkiej berlińskiej smyczy. Czy może być większe urągowisko sprawiedliwości i bezstronności sądu?  Z pewnością większego urągowiska być już nie może, chyba że przypomnimy sobie słynne „współdziałanie sądu z prokuratorem” i „prokuratora z adwokatem” znane z praktyk w Związku Sowieckim, w „demokracji, jakiej świat nie widział”- wedle słynnego określenia Józefa Stalina. I cóż tu czepiać się dzisiaj Putinowskiej Rosji, gdy w zwasalizowanym przez Berlin i Paryż Trybunale Sprawiedliwości w Luksemburgu odgrzewane są ostentacyjnie stalinowskie praktyki?

   „Orzeczenie wstępne” poprzebieranych w sędziowskie togi politycznych popychadeł z Trybunału Sprawiedliwości zbiegło się w czasie z pospieszną wizytą prezydenta Dudy w Berlinie. Przypomnijmy więc i to, że gdyby nie zaskakujące veto Dudy (po jego zagadkowej rozmowie telefonicznej z Angelą Merkel) –reforma sądownictwa w Polsce byłaby już dawno zakończona… Toteż nie zdziwiło, że prezydent Duda gładko i powierzchownie przemknął teraz nad tym tematem w Berlinie, zapewniając stronę niemiecką (przynajmniej wybrał właściwego adresata…), że polskie władze „starannie zanalizują orzeczenie wstępne” i odniosą się do niego „poważnie”.

   Od czasu prezydenckiego veta wobec reform sądownictwa polskie władze zasiadły nad tą kwestią w porno-politycznym rozkroku. Jest to może dogodna pozycja do kopulacji, ale nie do uprawiania polityki. Ryzyko jest takie, że albo upadnie się „na pysk” -  albo na słabszą nogę, z boleśnie obtłuczonym autorytetem. Rozkrok naszych władz polegał na tym, że z jednej strony zapewniały solennie polską opinię publiczną, iż Komisja Europejska  „nie ma prawa wtrącać się w reformy sądownictwa w Polsce”, więc i wszczynać jakiejkolwiek procedury wobec Polski przed Trybunałem Sprawiedliwości – a z drugiej strony zapewniały solennie Brukselę, że „będą rozpatrywać z powagą” jej zastrzeżenia i kroki wobec tychże reform… Ten długotrwały, akrobatyczny niemal rozkrok polityczny doprowadził do dzisiejszej sytuacji: już tylko chwile dzielą nas od nieuchronnego „sprawdzam”, czyli werdyktu ostatecznego przebierańców z Luksemburga.

…Cała ta rozkroczna zwłoka – na nic! A nie tylko, że „na nic” – ale walnie pomogła w konsolidacji agenturalnego, sędziowskiego betonu w kraju i w rozwinięciu antypolskiej  ofensywy w Unii Europejskiej. Ten wrzód należało ciąć od razu, zanim rozlał się kleistą, cuchnącą posoką.

   Zauważmy na marginesie, że analogiczna sytuacja zapanowała „na odcinku” stosunków polsko-żydowsko-amerykańskich, gdzie podobnym zwlekaniem i zaniechaniem wobec inicjatywy „JUST” podjętej  w amerykańskim Kongresie władze polskie dopuściły do bezgłośnego, milczącego zaakceptowania wrzodu, który nabrzmiewa, i będzie nabrzmiewać.

    Tymczasem wrzód – „wrzodzik”? – może rozlać się i w prowincjonalnej Łodzi, a to za sprawą Hanny Zdanowskiej, która wygrała z 70-procentowym poparciem wybory na prezydenta miasta. Zgodnie z prawem mogła kandydować i uczestniczyć w kampanii wyborczej – ale z pełną świadomością, że w przypadku wygranej nie będzie mogła – zgodnie z prawem - objąć urzędu jako osoba skazana prawomocnym wyrokiem za przestępstwo ścigane z urzędu. W obecnej sytuacji wojewoda łódzki zobligowany jest prawem do wszczęcia procedury wygaszającej uzyskany przez Zdanowską mandat na prezydenturę. Czy tę procedurę uruchomi?...Nic nie wskazuje jednak, by Zdanowska sama zamierzała zrezygnować z objęcia urzędu… Bardzo możliwa jest więc sytuacja, gdy tłum zwolenników spróbuje osadzić ją siłą w magistracie na prezydenckim stołku, za nic mając prawo. W Łodzi zdarzyło się już przed laty, że niejaki Żydowicz usiłował przepchnąć - przy pomocy skrzykniętego na  salę obrad miejskiej rady „majdanu”- kontynuowanie w Łodzi intratnej dla niego imprezki „Camerimage”, finansowanej, rzecz jasna, z miejskiego budżetu… Tym razem stawka jest o wiele większa, więc i mobilizacja „majdanu” może być staranniej przygotowana i opłacona. Władze postawione zostałyby wówczas w sytuacji: rozpędzić tłum policyjnymi siłami by nie dopuścić do bezprawia – albo… dopuścić bezprawie: władzę majdanu…

Nawiasem mówiąc: sama procedura wygaszania takiego bezprawnego mandatu jest całkiem idiotyczna: to bubel prawny grubego kalibru! Mimo prawomocnego wyroku skazującego, wykluczającego z mocy prawa objęcie prezydentury przez skazanego – decyzja wojewody wygaszająca uzyskany mandat musi być dodatkowo… zatwierdzona przez radę miejską, od której decyzji służy jeszcze nadto odwołanie do sądu administracyjnego!

   Zdanowską w Łodzi kompromituje nie to, że uczestniczyła w kampanii wyborczej świadoma, iż nawet wygrywając 100 –procentowo nie może objąć urzędu; kompromituje ją to, że pozwala teraz nabrzmiewać lokalnemu wrzodowi. Jak to mówią: nie za to ojciec bił syna, że grywał w karty ale za to, że chciał się odgrywać…

  Okrakiem na barykadzie próbował wysiedzieć i prezydent Trump, który po makabrycznym zabójstwie dziennikarza w konsulacie Arabii Saudyjskiej w Stambule udawał, że „nie wie dokładnie, co tam się stało”. Ale prezydent Turcji Erdogan to nie jest prezydent Andrzej Duda i rychło, szczegółowo „doinformował” Trumpa… Cóż: z punktu widzenia Trumpa Arabia Saudyjska to zapewne „skur…syn”, ale „nasz skur…syn”. Ciekawe jednak, czy podobnie sądzi o Izraelu?

  Szkoda, że prezydent  Duda nie zapytał o to prezydenta Trumpa podczas niedawnego spotkania Białym Domu, oczywiście prywatnie, w najwyższej dyskrecji, ot, w ramach szczerej, męskiej wymiany poglądów i opinii. Z czystej ciekawości. No i, rzecz jasna, o to, czy Polska to „cywilizacyjny i tradycyjny sojusznik” Stanów Zjednoczonych, czy  też tylko „skur…syn”, owszem „nasz skur…syn” ,ale nie aż tak „nasz”, żeby go nie  sprzedać bliższemu „skur…synowi” żydowskiemu za podpis pod ustawą „JUST”? …

  Pozycja „okraczna” jest wygodna dla krajów silnych, dla słabych – szalenie niebezpieczna.

                                                                                                 Marian Miszalski

 

Źródło: marianmiszalski.pl 

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930